your sex is on fire
wydaje mi się, że ilość serwisów społecznościowych, linkowni, newsowni, rssowni, blogowni etc. etc. w rodzaju facebook/flickr/tweeter/digg/delicious przechodzi kurwa ludzkie pojęcie – w modzie jest teraz przechwytywanie tego całego gówna przez jeden serwis/aplikację. następnym logicznym krokiem będzie przechwytywanie przechwytywania.
a potem kurwa wróćmy może do normalnej międzyludzkiej interakcji i po prostu się poruchajmy, bo teraz, to takie owijanie nawet nie w bawełnę, a chujowo cienką bibułę leci…
tak zupełnie mimochodem nadmienię, iż mam się doskonale, moja małżonka również.
zmieniłem trochę tryb życiowy i poszedłem sobie na etat do małego studia graficznego w charakterze kierownika artystycznego – na jak długo, życie samo zweryfikuje.
moja małża – z której jest strasznie dumny, ale to przy następnej okazji – pracuje właśnie nad kolejnym przedstawieniem, gdyż poprzednie okazało się sukcesem i pan reżyser (piona, łukasz) od razu zapowiedział, że “agata, następne opracowanie oczywiście robisz ty”.
więc szacun total.
wizyta w warszawie jakieś 2 tygodnie temu powinna zaowocować dobrymi perspektywami – szanse są, widoki też. ciśnie mnie na zrobienie paru rzeczy – parę starych tematów zostało odgrzanych, parę nowych pomysłów się pojawiło. problem jak zwykle w tym, że nie ma czasu, a i z chęciami różnie bywa. tym niemniej obserwuję jakiś zastój rozrywkowy w sobie, bo zdecydowanie mniej giercuję teraz, niż to drzewiej bywało…
- dodano
- 12.02.08
brak odpowiedzi